Lawendowe marzenie

Gdybym miała wskazać mój ulubiony miesiąc, to z pewnością w pierwszej trójce znalazłby się lipiec. To szczególny dla mnie miesiąc z kilku powodów: 10 lipca brałam ślub, tego samego dnia mój mąż ma urodziny - dzięki temu zawsze pamiętamy o rocznicach :) Lipiec to pierwszy, często najcieplejszy miesiąc wakacji i w końcu lipiec, szczególnie pierwsze dwa tygodnie, to miesiąc kwitnienia lawendy.


Nie wiem czemu, ale lawenda ma dla mnie jakąś magię. Może czaruje mnie zapachem, a może swoim pięknym kolorem... Po prostu ją uwielbiam  I odkąd dowiedziałam się, że w odległości ok. 100 km od Warszawy znajduje się plantacja lawendy, od razu wiedziałam, że muszę tam pojechać na sesję :)


Wiolę i Karola poznałam w zeszłym roku. Zaufali mi i we wrześniu miałam przyjemność być ich fotografem w dniu ich ślubu. Zanim jednak nastąpił ich Wielki Dzień, Wiola napisała do mnie, że marzy jej się sesja narzeczeńska. Spotkaliśmy się, porozmawialiśmy i wybór padł na Przystanek Lawenda! My dreams come true! :)  


Po dojechaniu na Przystanek Lawenda wystarczy otworzyć drzwi samochodu, żeby zapach lawendy otulił swoim czarem. I choć lawendy jeszcze nie widać, wiadomo, że jest się we właściwym miejscu :) Po przejściu kilku kroków przez ogród ukazuje się niesamowity widok - piękne pole lawendy w całej swej okazołości. To pole naprawdę przypomina kawałek Prowansji! 

Sesję wspominam przemiło - Karola trochę bawiło moje rozgadanie i z początku musiał przywyknąć do obiektywu, ale pod koniec tak się rozkręcił, że sam proponował niestandardowe kadry ;) Wiola od samego początku zachowywała się jak profesjonalistka. Świetnie odnajduje się przed obiektywem. A dla mnie - kadrów nie było końca! 

Wiola, Karol - dziękuję za spełnienie mojego fotograficznego marzenia! Przystanek Lawenda - dziękuję za kawałek Prowansji na Mazowszu i miłe przyjęcie :) A ja czekam na kolejny lipiec! :) Kto chętny na sesję? :)


Z pozdrowieniami! 

Magda